20 grudnia 2014

Frozen Dream cz.3 - Niewidzialny

Nie ma nic lepszego na mroźną pogodę na zewnątrz, jak energiczna praca i gorączkowa bieganina. A właśnie taka atmosfera panowała teraz w Siedzibie Mikołaja. Ciężko w to uwierzyć, gdy kalendarz wskazuje lato. Jednak tutejsze ogólne poruszenie w niczym nie ustępowało grudniowemu zamieszaniu. Wielkie Yeti przedzierały się przez gąszcz malutkich elfów, cudem ich nie depcząc. Nikt nie wiedział, co dokładnie ma robić, jak pomóc, jednak każdy był pewien, że musi robić COŚ. Cokolwiek.
Nagle drzwi otworzyły się ze świstem wlatującego, mroźnego powietrza. Do środka energicznie wskoczył białowłosy chłopak, odbijając się na lasce. Nikt specjalnie nie zwrócił na niego uwagi w tym zamieszaniu. Jack zrobił kilka kroków, rozglądając się wokół siebie i próbując odnaleźć się w sytuacji. Wtem coś zadzwoniło obok jego stopy, na co odskoczył jak poparzony.
- Wybacz, kolego! – zawołał za elfem, który zaplątał mu się pod nogi. Jednak ten już nie dosłyszał przeprosin, gdyż czmychnął przed siebie, poprawiając w locie szpiczastą czapkę.
- Oh, Jack, jesteś wreszcie! – pisnął podenerwowany głosik obok jego ucha. Towarzyszyło mu trzepotanie kilkunastu małych skrzydełek. – Musisz nam pomóc. To straszne. Nie wiemy co robić…
- Ząbek, powiedz w końcu, co się stało – przerwał jej chłopak, chcąc by wreszcie ktoś go wtajemniczył.
- Mrok tu był. – odezwał się niski, poważny głos brodatego mężczyzny. Frost otworzył szerzej oczy.
- Nie żartuj, przecież go pokonaliśmy! – zawołał po chwili białowłosy, ściskając mocniej laskę.
- Czy wyglądam jakbym żartował, Jack? – jego zawsze uśmiechnięte usta były teraz zaciśnięte i pozbawione uczuć. Ciemne brwi zmarszczyły się złowrogo. Chłopak przełknął głośno ślinę.
- Wyglądasz jakbyś zapomniał kim jesteśmy. A jesteśmy Strażnikami, więc cokolwiek knuje Pan Nienawidzę Was Wszystkich, damy sobie z nim radę. Znowu. – oznajmił, wkładając nonszalancko ręce do kieszeni bluzy.
- Nie Jack, nie znasz go tak długo jak my. Jeśli znów coś knuje i nawet miał tupet pokazać się na Biegunie, to…
- …trzeba mieć go na oku i rozgryźć co kombinuje, zanim wdroży to w życie. – dokończył Zając, włączając się do dyskusji.
- Królik ma rację. Wystarczy być ostrożnym, więc rozejrzę się po okolicy – zakomunikował Jack, wciąż jednak wyraźnie nieporuszony powagą sytuacji. Skoro jest Strażnikiem i już raz pokonał Mroka w tak trudnej walce, to czemu miałby teraz się przerażać jak reszta?
- Zając, Frost. Jestem ZA-JĄ-CEM! – warknął, wymachując przy tym bumerangiem niebezpiecznie blisko twarzy chłopaka. Białowłosy zaśmiał się tylko cwaniacko, spodziewając się takiej reakcji.
- Już dobrze, zajączku. Nie denerwuj się tak, złość pisankom szkodzi. – dodał z udawaną troską Jack, kierując się w stronę drzwi.
- Niech no ja cię tylko…!!
- Spokojnie, Zającu. – silna ręka Mikołaja zatrzymała długouchego wpół kroku.  – Nie czas na głupie sprzeczki. Jack rozejrzy się po okolicy, a ty sprawdź miasta. Powiadom o wszystkim Piaska, niech uważa. Ja z Zębuszką zostaniemy na Biegunie. Do roboty.
Arendelle opustoszało. W domach rozlegał się stukot talerzy i sztućców, a dzieci energicznie myły ręce, chlapiąc się przy tym wesoło. Po ulicach miasta rozchodziły się smakowite zapachy gotowanych obiadów, sprawiając, że od samej woni można było poczuć głód.
Również w królewskim zamku była to pora obiadowa. Do sali wniesiono półmiski z wytrawnymi potrawami, którymi delektowały się Elsa, Anna, Kristoff i… Sven. Tak, renifer zdecydowanie był traktowany jak członek rodziny.
- A próbowałaś już tych nieziemskich kotlecików? – spytała entuzjastycznie młodsza z sióstr, wyraźnie szykując talerz na dokładkę.
- Nie, Anno, wystarczy mi moje danie – odparła spokojnie królowa, krojąc elegancko ziemniaka.
- Anka ma rację, są przepyszne! – wtrącił nagle Kristoff z ustami zapchanymi jedzeniem. Wciąż opornie przychodziło mu stosowanie dobrych manier przy stole. I na bankietach. I podczas rozmów. Właściwie wszędzie…
- Kristoff… - westchnęła z politowaniem jasnowłosa. To nic, że jest jej szwagrem. Należy do rodziny królewskiej i powinien stosować się do panujących tu zasad. Jednak Annie niekoniecznie to przeszkadzało. Kochała go takim, jaki jest. Z wszelkimi wadami i skrywanymi zaletami.
- Gdzie są moje kotlety?! – krzykną nagle mężczyzna, przełykając ostatni kawałek i patrząc na swój pusty talerz. Odruchowo skierował głowę w kierunku stojącego obok renifera. Sven wyprostował się natychmiast. Jego policzki prawie pękały od nagromadzonego w nich jedzenia. – No jak nie ty, to kto? – spytał po chwili milczenia Kristoff. Zwierzak połknął jednym, ciężkim łykiem wszystko, co miał w pysku. Następnie rozglądnął się wokoło teatralnie, szukając winnego, na którego mógłby zrzucić winę. – Sveeen! – przeciągnął mężczyzna znacząco. Renifer wyszczerzył niewinnie zęby i wciąż się uśmiechając, podsunął kopytkiem miskę pełną kotletów przed nos blondyna.
- Ale uczta! Załapię się jeszcze? – rozbawiony głos pojawił się jakby znikąd. Jednak tylko Elsa odwróciła głowę w jego stronę. Rozpoznawszy chłopaka, momentalnie zaczęła krztusić się jedzeniem.
- Elsa! – pisnęła Anna i w tej sekundzie pojawiła się obok siostry, klepiąc ją po plecach. – Wszystko w porządku?
- Odejdź stąd, natychmiast! – wykrztusiła szorstko  królowa, mogąc już w miarę swobodnie mówić. Jack jednak w ogóle się tym nie przejął i tylko zaczął zbliżać się do stołu.
- Ale… ja tylko chciałam pomóc. – odparła zaskoczona Anna, zabierając rękę i odsuwając się o krok.
- Nie, to nie do ciebie, Anno. Dziękuję. I przepraszam. – zreflektowała się jasnowłosa. Odkaszlnęła jeszcze raz i wyprostowała się na krześle.
- No więc do kogo..? – spytała ze zdziwieniem siostra, patrząc na zebranych. Oni również skupili wzrok na Elsie, zatrzymując widelce w powietrzu.
- Do mnie! – krzyknął wesoło Jack, zdając sobie sprawę, że i tak nikt go tu oprócz jasnowłosej nie widzi. – Ładnie to tak niegrzecznie zwracać się go gości, królowo? – spytał w wyrzutem, jakby sam był wzorem dobrych manier.
Zmieszana Elsa nie chciała już bardziej się kompromitować i tylko wstała z miejsca.
- Potrzebuję świeżego powietrza. Idę się przejść. – zakomunikowała, siląc się na spokojny ton. – Sama. – dodała, widząc jak Anna już otwiera usta, by zaproponować swoje towarzystwo.
- Czekaj, czekaj! Idę z tobą – krzyknął Frost, wybiegając za nią. Elsa w ostatniej chwili ugryzła się w język, by znów nie powiedzieć czegoś za dużo. Drzwi sali zamknęły się, a królowa odetchnęła głośno.
- Czego ty chcesz? – warknęła po chwili. Momentalnie poczuła zimne ukłucie w sercu.
- Chciałem załapać się na obiad, ale wyrzuciłaś mnie od stołu. – jęknął z żalem.
- Pytam poważnie. Czemu znów mnie nachodzisz? – irytacja w jej głosie rosła z każdym kolejnym słowem.
- No wcześniej nie udało mi się trafić na żaden posiłek. Jestem głodny. Muszę próbować do skutku – wyjaśnił z niemalże bojowym tonem.
- Jack! – krzyknęła Elsa, kompletnie wytrącona z równowagi.  Łańcuszek na jej szyi stał się zimniejszy niż zwykle. – Przestań ze mną pogrywać!
Chłopak zaśmiał się głośno, kręcąc laską wokół palca. Patrzenie na rosnącą złość jasnowłosej było dla niego świetną rozrywką. Pokochał denerwowanie innych, odkąd poznał Zająca. Uśmiechnął się na miłe wspomnienie o poczciwym długouchym, którego tak łatwo sprowokować.
- No dobra. – odparł, łapiąc jednym ruchem swoją laskę – Chcesz wiedzieć, po co przyszedłem? To chodź ze mną.
- Nigdzie z tobą nie pójdę, Frost.
- To się nie dowiesz. Twój wybór. – zaśmiał się łobuzersko. Elsa westchnęła wolno z niekrytą złością i bezradnością zarazem.
- Dokąd? – fuknęła po chwili. Jack najwyraźniej spodziewał się takiej reakcji. Posłał jej triumfalny uśmiech, widząc jak ten gest automatycznie przenosi go na czołówkę z niepisanej listy znienawidzonych przez Elsę osób.
- Chodź za mną.

Wielki powrót? Raczej nie. Nie bardzo jest do czego wracać... Już prawie zapomniałam, ile przyjemności dawało mi pisanie. Stąd ten (mocno spóźniony) powrót syna marnotrawnego. Córki w sumie. No nieważne. Całkowicie zmieniłam koncepcję na fabułę. Będę ciągnąć 2 serie - crossover'a ze Strażników i Frozen oraz inną serię, która już od dawna chodzi mi po głowie. Jak długo uda mi się to pociągnąć? Oby jak najdłużej. Póki co mam motywację i wenę, więc na dniach powinno się pojawić kilka postów - jak wracać, to z czymś! :)*tak, tak, wiem, że gadam sama do siebie, bo nikt już tego nie czyta, ale pomińmy to*

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Taak, żyję :D I miło widzieć, że ktoś tu jeszcze wierzył w zmartwychwstanie mojego bloga :*

      Usuń
  2. Kochana! To jest niesamowite! ♡ Idę czytać dalej ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowne. Mam nadzieje że napiszesz coś jeszcze.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Layout by Yassmine